Wczoraj (27 sierpnia) podczas treningu juniorów Apatora Toruń na Motoarenie doszło do bardzo groźnego wypadku. Brał w nim udział 15-letni Mateusz Jabłoński, syn żużlowca i eksperta telewizyjnego Mirosława Jabłońskiego. Młody zawodnik pojawił się w Toruniu gościnnie. Podczas takich sesji reprezentaci innych klubów, żeby szlifują swoje umiejętności.

Jak podawał Przegląd Sportowy, powołując się na rozmowę z trenernem Apatora Tomaszem Bajerskim, Jabłoński uderzył w tylne koło rywala i stracił panowanie nad swoim motocyklem. Później uderzył w dmuchaną bandę, a na domiar złego został potrącony przez swój motor. Później Bajerski cytowany przez portal sportowegniezno.pl szerzej opisał całe zdarzenie.

- To były dosłownie milimetry. Jabłoński myślał, że ominie tylne koło Łobodzińskiego i dosłownie je musnął. Na tyle delikatnie, że Łobodziński, jak nam mówił, nawet nie poczuł uderzenia. To wystarczyło, aby stracił kontrole nad motocyklem i na pełnej szybkości pojechał w kierunku dmuchanej bandy. Uderzenie było potworne. Szkoda, że nie wypuścił od razu z rąk kierownicy, bo z pewnością nie doszłoby do tak ciężkich obrażeń - stwierdził trener Aniołów.

Niestety konsekwencje mogą być tragiczne. Mateusz Jabłoński wczoraj w stanie ciężkim trafił do szpitala. Dziś (28 sierpnia), ok. godziny 10:00 komunikat w mediach społecznościowych zamieścił jego ojciec.

- Czekamy...walczy o życie...powstrzymajcie się od komentarzy, że nie żyje bo cierpią na tym nasi najbliżsi...- napisał Mirosław Jabłoński.

Na Motoarenie byli też policjanci, którzy dokonali rutynowych czynności przy tego typu zdarzeniach.