Pierwsze spotkanie Strajku Przedsiębiorców odbyło się w lokalu 6 lutego. Wtedy na miejscu kontrole przeprowadziły służby. - Pracownicy Państwowej Inspekcji Sanitarnej sporządzili protokół w lokalu podczas działań kontrolnych, a następnie dostarczyli dokument w obecności funkcjonariusza policji. Wydano również decyzję o zamknięciu z rygorem natychmiastowej wykonalności ze względu na zagrożenie życia i zdrowia - zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego i art. 27 Ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej - poinformował nas wtedy Łukasz Betański, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy. Kolejne kontrole były przeprowadzone przez służbę w oparciu o decyzję dotyczącą zamknięcia.

- Od dwóch tygodni policja pokazuje swoją bezradność i blokuje nasze wejścia do lokalu od strony Wełnianego Rynku, do Starej Babci i od strony Wyspy Młyńskiej do klubu Infinity. Trzyma się narracji, że sanepid wydał decyzję o zabronieniu prowadzenia działalności na podstawie artykułu 156 Kodeksu Karnego - mówi nam właściciel klubu, Tomasz Daroń. - Jeśli jest to zgodne z prawdą, proszę o pokazanie dowodu dostarczenia decyzji - dodaje.

Po działaniach 6 i 13 lutego pytaliśmy o sprawę policja, która informowała, że asystuje w działaniach sanepidowi, który wydał decyzję o zamknięciu. Sprawę przekazano także do prokuratury. Przepis, na który się powoływano - art. 165 - mówi o niebezpieczeństwie dla życia i zdrowia wielu osób m.in. przez sprowadzenie zagrożenie epidemiologicznego. Przez dwie ostatnie soboty lutego służby nie wpuszczały gości do lokalu. W ostatni weekend jedyną osobą, która mogła wejść do środka był właściciel.

IMG_3657

- Zostały naruszone prawa o wolności spotykania się ruchu politycznego. Całą noc wejście było blokowane - powiedział nam Daroń. - Po sobocie podjąłem decyzję o otwarciu lokalu 7 dni w tygodniu. Nie mogę pogodzić się z personelem, że nie możemy być dopuszczeni do pracy. Uważam, że to łamanie praw przedsiębiorcy. Próbujemy to przetrwać. Chcemy pokazać swój protest i sprzeciw wobec jawnego nieprzestrzegania praw konstytucyjnych - mówi. Przedsiębiorca dodaje, że lockdown wprowadzono na podstawie rozporządzenia, co nie jest zgodne z konstytucją.

Właściciel Clubu Stara Babcia podkreśla, że lokal zmienił charakter działalności i od początku lutego nie odbywają się w nim imprezy, ale spotkania partyjne. Jego zdaniem uniemożliwienie ich organizacji narusza art. 119 KK. - Pierwsze spotkanie Strajku Przedsiębiorców zostało przerwane w trakcie, gdy weszło na raz kilka kontroli. Nie mieli do tego prawa, bo w jednym momencie może przebywać tylko jedna kontrola. Trzeba też uprzedzić właściciela o kontroli, żeby miał czas przygotować dokumenty - uważa Daroń.

Właściciel uważa, że był to pokaz siły, który miał zastraszyć jego oraz innych przedsiębiorców. Jak twierdzi, wbrew informacjom przekazywanym przez sanepid, nie wręczono mu decyzji o zamknięciu lokalu. - Po kilku godzinach męczącej kontroli uprzedziłem, że źle się czuję, jestem zmęczony, zestresowany i jeśli kolejne 15-20 minut nie rozwiąże tematu, to pojadę do domu się położyć - tak się wtedy stało - opuściłem lokal - opowiada o wydarzeniach z 6 lutego. Podkreśla, że po tej sytuacji sanepid próbował doręczyć pismo innym pracownikom lokalu, ale nikt z nich tego nie podpisał. Daroń do sądu dostarczył dowody filmowe w tej sprawie.

IMG_3692

Od początku tygodnia lokal codziennie jest otwarty, a na miejscu pojawiają się kolejne kontrole. We wtorek goście zostali wpuszczeni do środka. - Widać, że funkcjonariusze nie chcą tego robić, dostają rozkazy z góry - mówi Daroń. Klub jest otwarty, ale to nie jedyny sposób działania właściciela. - Po pierwszym spotkaniu przerwanym przez służby złożyłem do sądu wnioski z powództwa cywilnego o odszkodowanie z majątku prywatnego danych funkcjonariuszy - dodaje. W trybie nadzwyczajnym złożono też wniosek o uzyskanie nieutrudnienia prowadzenia działalności gospodarczej. - Jeśli to otrzymam, będę pierwszy w Polsce, który ma w rękach takie pismo - stwierdza właściciel. W sprawie przyznano już sygnaturę akt i zajmuje się nią sędzia. Jego zdaniem to może być przełomem w walce przedsiębiorców o swoje prawa.

- Oprócz tego złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Próbowałem rozmawiać z komendantem wojewódzkim, ale nie udało mi się doprowadzić do tego spotkania - przekazuje nam właściciel. Po pierwszym otwarciu chciał spotkać się z komendantem miejskim, ale rozmowę odwołano, odsyłając go do Komendy Wojewódzkiej Policji. Tam udało mu się porozmawiać z policjantką z Wydziału Kontroli. - Przeprowadziłem około godzinną rozmowę. Mimo że była bardzo sympatyczna i próbowała zrozumieć istotę mojego problemu, no to cóż ona może? Tak kończą się wszystkie rozmowy - stwierdza.

Daroń podkreśla, że lokal otworzył się dlatego, bo pracownikom skończyły się środki do życia i nie mają pieniędzy na opłaty. - Można wejść na stronę SUDOP (System Udostępnienia Danych o Pomocy Publicznej). Tam po wpisaniu NIP-u może sprawdzić, ile dana firma otrzymała pieniędzy od początku pierwszego lockdownu - mówi Daroń. W klub włożył całe swoje oszczędności, pieniądze rodziny i dodatkowo wziął kredyt, aby móc funkcjonować. - Żądamy wolności, godności i pracy - dodaje. W lutym po sześciu latach zakończył remont i rozbudowę lokalu. Zakończył też współpracę z wspólnikiem, którego musiał spłacić pożyczonymi pieniędzy. Zbiegło się to w czasie z dodatkowymi wydatkami np. odnowieniem koncesji, więc dopiero w marcu klub miał wyjść na prostą.

- Pierwsza blokada wyznaczonych branż nie była aż tak długa. Wytrąciła z równowagi, spowodowała braki płynności, ale wróciliśmy do pracy późną wiosną - opowiada Daroń. Klubowi udało się nadrobić część strat, ale jak zauważa od października do wiosny w branży zwykle stara się zarobić na resztę słabszych miesięcy. Teraz było to niemożliwe ze względu na drugi lockdown. - Jedyną pomocną dłoń wyciągnęła do mnie partia Strajku Przedsiębiorców. Oni wsparli mnie na wszelkie sposoby - mówi.

IMG_3677

Jeszcze w styczniu wiele lokali z szeroko pojętej branży gastronomicznej zapowiadało bunt przeciwko obostrzeniom, ale w wypadku klubów w regionie nic takiego się nie wydarzyło - w kujawsko-pomorskim otwarty jest tylko Club Stara Babcia. - W tym województwie jestem bardzo mocno odosobniony. W innych są sytuacje, że przynajmniej kilka klubów się otwiera i jakoś próbuje działać - zauważa. - Im więcej punktów się otworzy, to siły systemu są bardziej podzielone. Tama zaczyna pękać. Orzecznictwo sądowe też jest po naszej stronie. Coraz więcej prawników nas wspiera - przekonuje Daroń. Jego zdaniem działania służb są całkowicie sprzeczne z konstytucją.

Właściciel lokalu surowo ocenia też pomoc państwa. - Około 80% przedsiębiorców podczas drugiego lockdownu w branży w ogóle nie dostało żadnej pomocy. Mówimy tylko o totalnej propagandzie pomocy publicznej. Są sondaże, które pokazują, że 15-20 procent dostaje pomoc, ale w tym są ci, dla których pomoc nie jest wystarczająca - powiedział nam Daroń. Ta pomoc nie jest udzielana na koszty stałe, ale na pracowników. To sztuczne utrzymywanie etatów. Ta pętla się zaciska, bo te wszystkie umowy są tzw. "cyrografem". Im więcej weźmiesz pieniędzy, tym więcej będziesz ich potrzebował - dodaje.

Właściciel Clubu Stara Babcia mówi też, że dla niektórych zamknięcie jest wygodnym rozwiązaniem i zna coraz więcej przypadków przekupionych osób. - Nagle, gdy wnioski o pomoc zostały już zamknięte, okazuje się, że ich PKD pasuje. To są często osoby niewygodne, które próbują coś robić. Sam otrzymałem taką delikatną propozycję - twierdzi Daroń.

IMG_3672

- Klub jest specyficzną działalnością. To miejsce frywolnej zabawy, radości, wymiany poglądów. Do mnie ludzie przychodzą się bawić, odstresowywać. System chce uderzyć właśnie w takie miejsca, żeby to zdławić w zarodku. Jeśli kluby się otworzą, to zaraz pójdzie cała fala kawiarni, restauracji etc. i nie da się tego opanować - uważa właściciel lokalu. Nie chodzi nam o sławę na Facebooku. Nie chcę być bohaterem. Ja chciałbym to wszystko wyłączyć. Mnie już oczy bolą od telefonu, od ekranu komputera. Chciałbym zniknąć, chciałbym, żeby moje życie wróciło do normy. Zdaję sobie sprawę, że do pełnej normalności nie wrócimy. To, co się teraz stało wywróciło wszystko do góry nogami - podsumowuje Daroń.

W środę po kolejnej kontroli udało mu się porozmawiać z jej głównodowodzącym, komendantem z komisariatu Szwederowo Jarosławem Orzechowskim. Podczas rozmowy mundurowy podtrzymał stanowisko, że są asystą dla sanepidu. Właściciel zapytał o to, w jaki sposób policja została poinformowana przez sanepid o decyzji o zamknięciu lokalu - poinformowano go, że zrobiono to telefonicznie.